Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Koszty dostawy
Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności
Kraj wysyłki:
Opinie o produkcie (1)
Michał
27 czerwca 2023
WROGOWIE ŁĄCZĄ SIŁY
Skrullowanie nas trwa. Tak to chyba mogę określić, bo w trakcie oczekiwania na serialową „Tajną inwazję”, najpierw dostaliśmy jej komiksowy pierwowzór, a teraz w nasze ręce trafia kolejny event, tym razem premierowy – „Empireum” – no i… No i całkiem przyzwoite to jest. Jak to na Slotta i Ewina przystało, żaden wielki to komiks, nic odkrywczego, ot kolejna wariacja na temat „Wojny Kree ze Skrullami”, ale szybka, lekka, przyjemna i z niezłym rozmachem. Więc jeśli lubicie Avengers, Fantastyczną Czwórkę albo po prostu eventy i szukanie czegoś w sam raz do serialowych wrażeń, śmiało możecie sięgnąć.
Kree i Skrulle to dwie kosmiczne rasy, zaciekli wrogowie, toczący ze sobą nieustanne boje. A ich starcia zawsze niosły ze sobą śmierć, zniszczenie i problemy dla naszego świata, leżącego przecież w pół drogi między ich imperiami. Ale teraz obie rasy jednoczą się pod nową władzą, lecz nie oznacza to końca konfliktu. Wręcz przeciwnie, nowy, jeszcze silniejszy, z Ziemią w samym jego centrum, wybucha, a Avengers i Fantastyczna Czwórka muszą spróbować ocalić swój świat. Ale czy powinni to robić, kiedy stawka jest tak wysoka, jak ta?
No wiadomo, Kree i Skrullów nie cierpię, więc to dla mnie od początku był mało atrakcyjny event. Tym bardziej, że Slott w ostatnich latach spadł niemal na dno, a Ewing poza „Nieśmiertelnym Hulkiem” nigdy się dla mnie nie popisał. Ale na szczęście fabuła całkiem nieźle się broni, a całość jest naprawdę sympatyczną, przyzwoicie skrojoną historią w klimatach kosmosu Marvela. Nie jest to wybitna opowieść, nie jest to też najlepszy komiksowy event dziejący się w tych klimatach – wydawca lepiej poradził sobie choćby w „Anihilacji” czy „Nieskończoności” – ale rzecz daje radę.
Głównie dzięki temu, że mamy tu pędzącą na złamanie karku akcję, widowiskowe walki, rozmach, a przez to nudzić się nie można. Obowiązkowo rzecz serwuje nam sporo wielkich wydarzeń, sporo zmian, przetasowań, a temat Kree i Skrullów, za którymi łagodnie mówiąc nie przepadam, przełamywany jest innymi, ciekawszymi sprawami. No i tak to sobie leci, aż do finału, który ma w zasadzie być rewolucją, zapowiedzieć przyszłość Marvela (no i kolejne eventy, tak to się czuje) i właśnie na to wszystko scenarzyści otwierają nam furtkę na sam koniec. No i ten koniec miał nas zaskoczyć, ale jakoś nie zaskoczył, ale choć naciągany (mówię o pewnym powrocie, sami się domyślicie co i jak), całkiem fajnie wypada. Jednak po całej tej akcji, zapowiedzi tego, co nadchodzi, mogłyby być bardziej oryginalne, ale jest, jak jest.
A przede wszystkim jest tu na co popatrzeć, bo Valerio Schiti pokazuje tu co potrafi, a dzięki temu event odpowiednio epicki i widowiskowy – czyli taki, jaki na podstawie fabuły powinien być. Rzecz jest dynamiczna, bohaterowie, a jest ich masa, pozostają wyraziści, wydarzenia są klarownie przedstawione, a rzecz ma klimat i jest zarazem odpowiednio barwna i przepełniona „efektami specjalnymi” – dobrze dobrany kolor nie jest tu też bez znaczenia.
Więc summa summarum, niezła rzecz, momentami naprawdę dobra. Nierewolucyjna, ale zaspokajająca apetyt na wielkie opowieścią o wielkich wydarzeniach, w których udział biorą wielcy bohaterowie. Trochę patos, trochę dobra, czysta rozrywka. I jakoś daje to wszystko radę.
Pliki cookies i pokrewne im technologie umożliwiają poprawne działanie strony i pomagają nam dostosować ofertę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować wykorzystanie przez nas wszystkich tych plików i przejść do sklepu lub dostosować użycie plików do swoich preferencji, wybierając opcję "Dostosuj zgody".
W tym miejscu możesz określić swoje preferencje w zakresie wykorzystywania przez nas plików cookies.
Te pliki są niezbędne do działania naszej strony internetowej, dlatego też nie możesz ich wyłączyć.
Te pliki umożliwiają Ci korzystanie z pozostałych funkcji strony internetowej (innych niż niezbędne do jej działania). Ich włączenie da Ci dostęp do pełnej funkcjonalności strony.
Te pliki pozwalają nam na dokonanie analiz dotyczących naszego sklepu internetowego, co może przyczynić się do jego lepszego funkcjonowania i dostosowania do potrzeb Użytkowników.
Dane wykorzystywane przez dostawcę oprogramowania sklepu - Shoper S.A. Na ich podstawie dokonywane są analizy, związane z rozwojem oprogramowania, oraz mierzona jest skuteczność kampanii reklamowych. Nie są łączone z innymi informacjami, podawanymi podczas rejestracji i składania zamówienia. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce plików cookies Shoper.
Dzięki tym plikom możemy prowadzić działania marketingowe.
Michał
WROGOWIE ŁĄCZĄ SIŁY Skrullowanie nas trwa. Tak to chyba mogę określić, bo w trakcie oczekiwania na serialową „Tajną inwazję”, najpierw dostaliśmy jej komiksowy pierwowzór, a teraz w nasze ręce trafia kolejny event, tym razem premierowy – „Empireum” – no i… No i całkiem przyzwoite to jest. Jak to na Slotta i Ewina przystało, żaden wielki to komiks, nic odkrywczego, ot kolejna wariacja na temat „Wojny Kree ze Skrullami”, ale szybka, lekka, przyjemna i z niezłym rozmachem. Więc jeśli lubicie Avengers, Fantastyczną Czwórkę albo po prostu eventy i szukanie czegoś w sam raz do serialowych wrażeń, śmiało możecie sięgnąć. Kree i Skrulle to dwie kosmiczne rasy, zaciekli wrogowie, toczący ze sobą nieustanne boje. A ich starcia zawsze niosły ze sobą śmierć, zniszczenie i problemy dla naszego świata, leżącego przecież w pół drogi między ich imperiami. Ale teraz obie rasy jednoczą się pod nową władzą, lecz nie oznacza to końca konfliktu. Wręcz przeciwnie, nowy, jeszcze silniejszy, z Ziemią w samym jego centrum, wybucha, a Avengers i Fantastyczna Czwórka muszą spróbować ocalić swój świat. Ale czy powinni to robić, kiedy stawka jest tak wysoka, jak ta? No wiadomo, Kree i Skrullów nie cierpię, więc to dla mnie od początku był mało atrakcyjny event. Tym bardziej, że Slott w ostatnich latach spadł niemal na dno, a Ewing poza „Nieśmiertelnym Hulkiem” nigdy się dla mnie nie popisał. Ale na szczęście fabuła całkiem nieźle się broni, a całość jest naprawdę sympatyczną, przyzwoicie skrojoną historią w klimatach kosmosu Marvela. Nie jest to wybitna opowieść, nie jest to też najlepszy komiksowy event dziejący się w tych klimatach – wydawca lepiej poradził sobie choćby w „Anihilacji” czy „Nieskończoności” – ale rzecz daje radę. Głównie dzięki temu, że mamy tu pędzącą na złamanie karku akcję, widowiskowe walki, rozmach, a przez to nudzić się nie można. Obowiązkowo rzecz serwuje nam sporo wielkich wydarzeń, sporo zmian, przetasowań, a temat Kree i Skrullów, za którymi łagodnie mówiąc nie przepadam, przełamywany jest innymi, ciekawszymi sprawami. No i tak to sobie leci, aż do finału, który ma w zasadzie być rewolucją, zapowiedzieć przyszłość Marvela (no i kolejne eventy, tak to się czuje) i właśnie na to wszystko scenarzyści otwierają nam furtkę na sam koniec. No i ten koniec miał nas zaskoczyć, ale jakoś nie zaskoczył, ale choć naciągany (mówię o pewnym powrocie, sami się domyślicie co i jak), całkiem fajnie wypada. Jednak po całej tej akcji, zapowiedzi tego, co nadchodzi, mogłyby być bardziej oryginalne, ale jest, jak jest. A przede wszystkim jest tu na co popatrzeć, bo Valerio Schiti pokazuje tu co potrafi, a dzięki temu event odpowiednio epicki i widowiskowy – czyli taki, jaki na podstawie fabuły powinien być. Rzecz jest dynamiczna, bohaterowie, a jest ich masa, pozostają wyraziści, wydarzenia są klarownie przedstawione, a rzecz ma klimat i jest zarazem odpowiednio barwna i przepełniona „efektami specjalnymi” – dobrze dobrany kolor nie jest tu też bez znaczenia. Więc summa summarum, niezła rzecz, momentami naprawdę dobra. Nierewolucyjna, ale zaspokajająca apetyt na wielkie opowieścią o wielkich wydarzeniach, w których udział biorą wielcy bohaterowie. Trochę patos, trochę dobra, czysta rozrywka. I jakoś daje to wszystko radę.