Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Koszty dostawy
Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności
Kraj wysyłki:
Opinie o produkcie (1)
Michał
26 listopada 2022
PRZYGODY LUCA
Może ta okładka, z miejsca kojarząca się chociażby z „Tintinem”, nie wygląda jakoś szczególnie zachęcająco i nie nastraja do komiksu zbyt optymistycznie, mimo nazwisk wielkich twórców na niej, ale to tylko pozory. Środek to ten świetny duet Goscinny / Uderzo, który pokochaliśmy za „Asteriksa”. Może i to wszystko nieco odmienione, nieco inne, czasem kojarzące mi się z naszym swojskim „Kajtkiem i Kokiem”, ale znakomite i absolutnie warte poznania.
Seria przedstawia nam losy reportera, niejakiego Luca Juniora, towarzyszącego mu fotografa i psa. W życiu pełno jest spraw, dochodzeń, dociekań i przygód. I tak to życie jakoś się im toczy…
Gościnny i Uderzo, zanim w roku 1959 zaczęli pracę nad „Asteriksem”, mieli za sobą już parę lat współpracy nad różnymi seriami: „Umpa-Pa”, „Jehan Pistolet” i, oczywiście „Luc Junior”. Nad tym ostatnim razem siedzieli w latach 1954-1957, zamykając się na liczbie siedmiu albumów. A te w końcu odrestaurowane, dostały swoją zbiorczą edycję. I to jakże świetną, ale zanim przyjrzę się samemu albumowi, jako takiemu, spójrzmy najpierw na treść.
A zatem treść. Może to i nie „Asteriks”, bo rzecz jest zdecydowanie bardziej współczesna, ale absurdalny humor, przygody, szalone pomysły, to wszystko tu jest. I jest świetne. Bawi, uczy, nie nudzi ani przez moment, pomysłowością zaskakuje… Duży, czy mały, czytelnik znajduje tu coś dla siebie, a każdy z nich zarówno rzeczy, którymi mogą cieszyć się wspólnie, jak i te, które odczytywać będą zupełnie inaczej, na innym poziomie zrozumienia.
Świetna rzecz. Graficznie także. Uderzo, choć jeszcze nie tak doskonały, jak w „Asteriksie”, i tak jest znakomity. Świetna kreska, znakomity kolor, świetne odrestaurowanie tego wszystkiego. Ja uwielbiam Uderzo, ten jego cartoonowy, ale pełen detali styl, to, dopracowanie, połączone z lekkością. I to wszystko tutaj mam. Wpada w oko, urzeka odbiorców w każdym wieku i jest ponadczasowe. Tak, jak reszta prac tego duetu – i ich poszczególne inne projekty także.
No i jeszcze to wodanie, o którym już wspominałem. To, że zbiorczo mamy wszystko, to już coś, naprawdę. Ale mamy dodatki, a tam nie tylko tradycyjne informacje zza kulis, rysunki, fotki, dokumenty, ale i „Bill Blanchart”, dodatkowy komiks. I to nie byle jaki, bo rzecz jest wyjątkiem w dorobku autorów – w końcu to jedyna ich poważna, realistyczna praca. I pierwszy raz wydana w takiej formie.
W skrócie: perełka. Dla fanów, dla tych, którzy nie znają. Duzi, mali, każdy zjedzie tu coś dla siebie. I będzie mu mało.
Pliki cookies i pokrewne im technologie umożliwiają poprawne działanie strony i pomagają nam dostosować ofertę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować wykorzystanie przez nas wszystkich tych plików i przejść do sklepu lub dostosować użycie plików do swoich preferencji, wybierając opcję "Dostosuj zgody".
W tym miejscu możesz określić swoje preferencje w zakresie wykorzystywania przez nas plików cookies.
Te pliki są niezbędne do działania naszej strony internetowej, dlatego też nie możesz ich wyłączyć.
Te pliki umożliwiają Ci korzystanie z pozostałych funkcji strony internetowej (innych niż niezbędne do jej działania). Ich włączenie da Ci dostęp do pełnej funkcjonalności strony.
Te pliki pozwalają nam na dokonanie analiz dotyczących naszego sklepu internetowego, co może przyczynić się do jego lepszego funkcjonowania i dostosowania do potrzeb Użytkowników.
Dane wykorzystywane przez dostawcę oprogramowania sklepu - Shoper S.A. Na ich podstawie dokonywane są analizy, związane z rozwojem oprogramowania, oraz mierzona jest skuteczność kampanii reklamowych. Nie są łączone z innymi informacjami, podawanymi podczas rejestracji i składania zamówienia. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce plików cookies Shoper.
Dzięki tym plikom możemy prowadzić działania marketingowe.
Michał
PRZYGODY LUCA Może ta okładka, z miejsca kojarząca się chociażby z „Tintinem”, nie wygląda jakoś szczególnie zachęcająco i nie nastraja do komiksu zbyt optymistycznie, mimo nazwisk wielkich twórców na niej, ale to tylko pozory. Środek to ten świetny duet Goscinny / Uderzo, który pokochaliśmy za „Asteriksa”. Może i to wszystko nieco odmienione, nieco inne, czasem kojarzące mi się z naszym swojskim „Kajtkiem i Kokiem”, ale znakomite i absolutnie warte poznania. Seria przedstawia nam losy reportera, niejakiego Luca Juniora, towarzyszącego mu fotografa i psa. W życiu pełno jest spraw, dochodzeń, dociekań i przygód. I tak to życie jakoś się im toczy… Gościnny i Uderzo, zanim w roku 1959 zaczęli pracę nad „Asteriksem”, mieli za sobą już parę lat współpracy nad różnymi seriami: „Umpa-Pa”, „Jehan Pistolet” i, oczywiście „Luc Junior”. Nad tym ostatnim razem siedzieli w latach 1954-1957, zamykając się na liczbie siedmiu albumów. A te w końcu odrestaurowane, dostały swoją zbiorczą edycję. I to jakże świetną, ale zanim przyjrzę się samemu albumowi, jako takiemu, spójrzmy najpierw na treść. A zatem treść. Może to i nie „Asteriks”, bo rzecz jest zdecydowanie bardziej współczesna, ale absurdalny humor, przygody, szalone pomysły, to wszystko tu jest. I jest świetne. Bawi, uczy, nie nudzi ani przez moment, pomysłowością zaskakuje… Duży, czy mały, czytelnik znajduje tu coś dla siebie, a każdy z nich zarówno rzeczy, którymi mogą cieszyć się wspólnie, jak i te, które odczytywać będą zupełnie inaczej, na innym poziomie zrozumienia. Świetna rzecz. Graficznie także. Uderzo, choć jeszcze nie tak doskonały, jak w „Asteriksie”, i tak jest znakomity. Świetna kreska, znakomity kolor, świetne odrestaurowanie tego wszystkiego. Ja uwielbiam Uderzo, ten jego cartoonowy, ale pełen detali styl, to, dopracowanie, połączone z lekkością. I to wszystko tutaj mam. Wpada w oko, urzeka odbiorców w każdym wieku i jest ponadczasowe. Tak, jak reszta prac tego duetu – i ich poszczególne inne projekty także. No i jeszcze to wodanie, o którym już wspominałem. To, że zbiorczo mamy wszystko, to już coś, naprawdę. Ale mamy dodatki, a tam nie tylko tradycyjne informacje zza kulis, rysunki, fotki, dokumenty, ale i „Bill Blanchart”, dodatkowy komiks. I to nie byle jaki, bo rzecz jest wyjątkiem w dorobku autorów – w końcu to jedyna ich poważna, realistyczna praca. I pierwszy raz wydana w takiej formie. W skrócie: perełka. Dla fanów, dla tych, którzy nie znają. Duzi, mali, każdy zjedzie tu coś dla siebie. I będzie mu mało.