Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Koszty dostawy
Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności
Kraj wysyłki:
Opinie o produkcie (1)
Michał
23 sierpnia 2023
ARMADA NIEMAL U CELU
Więc jest finał „Armady”. Przynajmniej na razie, no bo dotąd na polskim rynku wyszło dwadzieścia tomów tej serii – w oryginale co prawda mamy jeszcze albumy „Exfiltration” i „Transfert”, ale po polsku dotąd nie zostały wydane – a ten piąty integral zbiera ostanie cztery z nich. Fajnie, bo ta seria zasługuje na takie wydanie, ale nadal liczę, że będzie więcej – te dwa brakujące, do tego wszystkie te fajne spin-offy, których swego czasu nieco liznęliśmy (a liznęliśmy niewiele, ot „Kroniki Armady” i w „Świecie Komiksu” odrobinę „Nävis”, a są jeszcze „Sillage Premières Armes”, nawet artbooki), no super by było. A na razie jest ta część, nieco już słabsza, bo to, co najważniejsze, już odkryliśmy w serii (choć niedopowiedzenia nadal są), więc zostaje głównie akcja. Ale jako akcyjniak SF rzecz absolutnie nie zawodzi i niewiele jest serii, które mogą się z nią równać.
Może i Navis nie działa już jako jedna z agentek Armady i ma własną agencję, ale i tak władza nie daje o sobie zapomnieć. Tym razem góra chce, by zajęła się tajną misją na planecie, gdzie poznała swoją największą miłość – no i przecież ojciec jej dziecka. Jest więc po co wracać, jest też perspektywa sporego zarobku. No ale na miejscu trwa wojna domowa i zadanie nie będzie łatwe…
A na tym nie koniec, jak wiadomo. Potem bowiem Navis znów wejdzie w relacje i nawiąże współpracę ze służbami specjalnymi. Wmiesza się też w sprawy wielkiej wagi, a jakby tego było mało, dojdzie do… epidemii. I tym razem może być jeszcze trudniej, niż kiedykolwiek dotąd…
A później jeszcze odkryte zostaną komory przetrwalnikowe rasy, która lepiej by była zapomniana. Na koniec wreszcie ktoś wykradnie akta Armady, które mogą zawierać informacje na temat przeszłości Navis. Jak w tym labiryncie szalonych wydarzeń, wielkiej polityki i równie wielkich machinacji, poradzi sobie nasza bohaterka?
Można mówić, że na tym etapie fabularnie jest słabiej – szczególnie w dwóch środkowych częściach – i że już część magii i uroku serii zniknęła, ale… A co mnie to, ja Navis i „Armadę” uwielbiam, całym sobą i chętnie przymykam oczy. Zresztą ten spadek formy to wygląda trochę tak, że z rewelacyjnego zmienił się na bardzo, bardzo dobry. Tyle. nadal jest świetnie, nadal znakomicie, nadal super się to czyta, jednym tchem łyka cały tom i chce więcej. bo nadal jest ciekawie, dynamicznie, z lekkością, humorem i świetnymi pomysłami. Seria nie nudzi ani przez chwilę, Navis jak zwykle urzeka – szczególnie tym, jak krwiście i żywo ją skonstruowano, jak przekonująca i trafiona jest, a w komiksie środka ciężko trafić jest na podobne jej pod tym względem bohaterki. A całość pozostawia po sobie dobre wrażenie.
No i już dla tej Navis warto by było, nawet gdyby cała reszta była słaba, ale nie jest. No i warto byłoby dla rysunków, bo te niezmiennie są rewelacyjne. Ta lekkość, naturalność, to bogactwo detali, wyśmienita dynamika niczym rodem z mang i jeszcze klimat… Robi to wrażenie. Wpada w oko. Urzeka. Jak i samo wydanie. Czy muszę dodawać coś jeszcze? I wiem, powiecie, że jako fan, który chętnie przymyka oko, ślepy jestem na wady, ale nawet jeśli, i tak „Armada” pozostaje znakomita. Pokochałem ten cykl jako nastolatek, odświeżałem sobie poszczególne tomy (a wtedy nie miałem kompletu) co jakiś czas i bawiłem się świetnie i teraz, po latach, bawię chyba jeszcze lepiej. a to też o czymś świadczy.
Pliki cookies i pokrewne im technologie umożliwiają poprawne działanie strony i pomagają nam dostosować ofertę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować wykorzystanie przez nas wszystkich tych plików i przejść do sklepu lub dostosować użycie plików do swoich preferencji, wybierając opcję "Dostosuj zgody".
W tym miejscu możesz określić swoje preferencje w zakresie wykorzystywania przez nas plików cookies.
Te pliki są niezbędne do działania naszej strony internetowej, dlatego też nie możesz ich wyłączyć.
Te pliki umożliwiają Ci korzystanie z pozostałych funkcji strony internetowej (innych niż niezbędne do jej działania). Ich włączenie da Ci dostęp do pełnej funkcjonalności strony.
Te pliki pozwalają nam na dokonanie analiz dotyczących naszego sklepu internetowego, co może przyczynić się do jego lepszego funkcjonowania i dostosowania do potrzeb Użytkowników.
Dane wykorzystywane przez dostawcę oprogramowania sklepu - Shoper S.A. Na ich podstawie dokonywane są analizy, związane z rozwojem oprogramowania, oraz mierzona jest skuteczność kampanii reklamowych. Nie są łączone z innymi informacjami, podawanymi podczas rejestracji i składania zamówienia. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce plików cookies Shoper.
Dzięki tym plikom możemy prowadzić działania marketingowe.
Michał
ARMADA NIEMAL U CELU Więc jest finał „Armady”. Przynajmniej na razie, no bo dotąd na polskim rynku wyszło dwadzieścia tomów tej serii – w oryginale co prawda mamy jeszcze albumy „Exfiltration” i „Transfert”, ale po polsku dotąd nie zostały wydane – a ten piąty integral zbiera ostanie cztery z nich. Fajnie, bo ta seria zasługuje na takie wydanie, ale nadal liczę, że będzie więcej – te dwa brakujące, do tego wszystkie te fajne spin-offy, których swego czasu nieco liznęliśmy (a liznęliśmy niewiele, ot „Kroniki Armady” i w „Świecie Komiksu” odrobinę „Nävis”, a są jeszcze „Sillage Premières Armes”, nawet artbooki), no super by było. A na razie jest ta część, nieco już słabsza, bo to, co najważniejsze, już odkryliśmy w serii (choć niedopowiedzenia nadal są), więc zostaje głównie akcja. Ale jako akcyjniak SF rzecz absolutnie nie zawodzi i niewiele jest serii, które mogą się z nią równać. Może i Navis nie działa już jako jedna z agentek Armady i ma własną agencję, ale i tak władza nie daje o sobie zapomnieć. Tym razem góra chce, by zajęła się tajną misją na planecie, gdzie poznała swoją największą miłość – no i przecież ojciec jej dziecka. Jest więc po co wracać, jest też perspektywa sporego zarobku. No ale na miejscu trwa wojna domowa i zadanie nie będzie łatwe… A na tym nie koniec, jak wiadomo. Potem bowiem Navis znów wejdzie w relacje i nawiąże współpracę ze służbami specjalnymi. Wmiesza się też w sprawy wielkiej wagi, a jakby tego było mało, dojdzie do… epidemii. I tym razem może być jeszcze trudniej, niż kiedykolwiek dotąd… A później jeszcze odkryte zostaną komory przetrwalnikowe rasy, która lepiej by była zapomniana. Na koniec wreszcie ktoś wykradnie akta Armady, które mogą zawierać informacje na temat przeszłości Navis. Jak w tym labiryncie szalonych wydarzeń, wielkiej polityki i równie wielkich machinacji, poradzi sobie nasza bohaterka? Można mówić, że na tym etapie fabularnie jest słabiej – szczególnie w dwóch środkowych częściach – i że już część magii i uroku serii zniknęła, ale… A co mnie to, ja Navis i „Armadę” uwielbiam, całym sobą i chętnie przymykam oczy. Zresztą ten spadek formy to wygląda trochę tak, że z rewelacyjnego zmienił się na bardzo, bardzo dobry. Tyle. nadal jest świetnie, nadal znakomicie, nadal super się to czyta, jednym tchem łyka cały tom i chce więcej. bo nadal jest ciekawie, dynamicznie, z lekkością, humorem i świetnymi pomysłami. Seria nie nudzi ani przez chwilę, Navis jak zwykle urzeka – szczególnie tym, jak krwiście i żywo ją skonstruowano, jak przekonująca i trafiona jest, a w komiksie środka ciężko trafić jest na podobne jej pod tym względem bohaterki. A całość pozostawia po sobie dobre wrażenie. No i już dla tej Navis warto by było, nawet gdyby cała reszta była słaba, ale nie jest. No i warto byłoby dla rysunków, bo te niezmiennie są rewelacyjne. Ta lekkość, naturalność, to bogactwo detali, wyśmienita dynamika niczym rodem z mang i jeszcze klimat… Robi to wrażenie. Wpada w oko. Urzeka. Jak i samo wydanie. Czy muszę dodawać coś jeszcze? I wiem, powiecie, że jako fan, który chętnie przymyka oko, ślepy jestem na wady, ale nawet jeśli, i tak „Armada” pozostaje znakomita. Pokochałem ten cykl jako nastolatek, odświeżałem sobie poszczególne tomy (a wtedy nie miałem kompletu) co jakiś czas i bawiłem się świetnie i teraz, po latach, bawię chyba jeszcze lepiej. a to też o czymś świadczy.