Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Koszty dostawy
Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności
Kraj wysyłki:
Opinie o produkcie (1)
Michał
24 czerwca 2022
END OF FRANXXELION
I nadszedł czas pożegnania kolejnej mangi. Ledwie co opuścił nas „Chainsawman”, a tu już pora pomachać na do widzenia „Darling in the FranXX”. Nie mówię, że będzie mi jej jakoś szczególnie brak, bo wielkie dzieło to to nie było, ale przez nawiązania do „Evangeliona”, chętnie wracałem do bohaterów i świata. I chociaż to tylko erotyka i walki, ostatni tomik trzyma poziom i zapewnia wszystko to, czego chcieliby fani serii.
Zero Two toczy samotny ostateczny bój z księżniczką Kyoryu. Tymczasem Hiro odzyskuje pamięć. Jak zakończy się walka?
Wszystko to pisałem nie raz i nie dwa, ale skoro to podsumowanie serii, a ostatni tomik nie przynosi żadnych zmian, trzymając się swojej konwencji i schematów, powtórzę po raz kolejnych. „Darling in the FranXX” to seria, która nawet nie próbuje udawać, że wszystko, co ma do zaoferowania, nie pochodzi z „Neon Genesis Evangelion”. Tego nie dałoby się ukryć, więc twórcy postanowili się tym nie przejmować i czerpać pełnymi garściami. Z tym, że wzięli z „NGE” jedynie to, co najbardziej powierzchowne, czyli mecha, pewne cechy ich wyglądu, niektóre aspekty techniczne i drobiazgi z samej kreacji postaci. To i tak miał być tylko pretekst do pokazania erotyki, więc nie musieli robić nic więcej.
Oczywiście, jak niegdyś wspominałem, w „Darlifrze” (choć ja bym to nazwał raczej „Franxxelionem”) seksu jako takiego nie uświadczycie, ale to w niczym nie przeszkadza. Bohaterki, kiedy nie są nagie, noszą stroje tak obcisłe, jakby nagie właściwie nadal były. Do tego koniecznie, obowiązkowo, kiedy tylko mogą (i kiedy nie mogą często też) przybierają wyzywające pozy, kierując swoje biusty i pośladki w kierunku wzroku (twarzy?) czytającego. A kiedy są nagie, ich imponujące do przesady atrybuty fizyczne podskakują, sterczą, przecząc prawom fizyki, ociekają wodą etc. Mało? No to są tu jeszcze sceny łączenia się z wielkimi robotami, kiedy to bohaterka jęczy, pręży się, wygina i wydaje z siebie odgłosy czy teksty niczym z filmów XXX, co uzupełniają jeszcze miny, zaczerwienione twarze i tym podobne, znane każdemu zabiegi, też kojarzą się tylko z jednym.
Liczycie przy tym na akcję, trochę tajemnic, walki, mecha, sceny nienajgorszego klimatu? To też znajdziecie. Te najlepsze są kopią „Evnageliona”, ale są. I, prawda, służą tylko ukazaniu kolejnych scen erotycznych, ale taka już jest ta seria. A raczej była, bo to już koniec. Koniec całkiem udany, niewymagający myślenia czy zaangażowania. Nieźle narysowany, jak wszystko tutaj, chociaż gdyby poprawić design mecha i dopracować go i wrogów tak, jak erotykę, mogłoby być dużo lepiej. Ale kto szuka takiej evangelionowej rozrywki z dużą dozą golizny, by mieć coś w takim klimacie, ale bez ciężaru i filozofii, znajdzie tu coś dla siebie.
Pliki cookies i pokrewne im technologie umożliwiają poprawne działanie strony i pomagają nam dostosować ofertę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować wykorzystanie przez nas wszystkich tych plików i przejść do sklepu lub dostosować użycie plików do swoich preferencji, wybierając opcję "Dostosuj zgody".
W tym miejscu możesz określić swoje preferencje w zakresie wykorzystywania przez nas plików cookies.
Te pliki są niezbędne do działania naszej strony internetowej, dlatego też nie możesz ich wyłączyć.
Te pliki umożliwiają Ci korzystanie z pozostałych funkcji strony internetowej (innych niż niezbędne do jej działania). Ich włączenie da Ci dostęp do pełnej funkcjonalności strony.
Te pliki pozwalają nam na dokonanie analiz dotyczących naszego sklepu internetowego, co może przyczynić się do jego lepszego funkcjonowania i dostosowania do potrzeb Użytkowników.
Dane wykorzystywane przez dostawcę oprogramowania sklepu - Shoper S.A. Na ich podstawie dokonywane są analizy, związane z rozwojem oprogramowania, oraz mierzona jest skuteczność kampanii reklamowych. Nie są łączone z innymi informacjami, podawanymi podczas rejestracji i składania zamówienia. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce plików cookies Shoper.
Dzięki tym plikom możemy prowadzić działania marketingowe.
Michał
END OF FRANXXELION I nadszedł czas pożegnania kolejnej mangi. Ledwie co opuścił nas „Chainsawman”, a tu już pora pomachać na do widzenia „Darling in the FranXX”. Nie mówię, że będzie mi jej jakoś szczególnie brak, bo wielkie dzieło to to nie było, ale przez nawiązania do „Evangeliona”, chętnie wracałem do bohaterów i świata. I chociaż to tylko erotyka i walki, ostatni tomik trzyma poziom i zapewnia wszystko to, czego chcieliby fani serii. Zero Two toczy samotny ostateczny bój z księżniczką Kyoryu. Tymczasem Hiro odzyskuje pamięć. Jak zakończy się walka? Wszystko to pisałem nie raz i nie dwa, ale skoro to podsumowanie serii, a ostatni tomik nie przynosi żadnych zmian, trzymając się swojej konwencji i schematów, powtórzę po raz kolejnych. „Darling in the FranXX” to seria, która nawet nie próbuje udawać, że wszystko, co ma do zaoferowania, nie pochodzi z „Neon Genesis Evangelion”. Tego nie dałoby się ukryć, więc twórcy postanowili się tym nie przejmować i czerpać pełnymi garściami. Z tym, że wzięli z „NGE” jedynie to, co najbardziej powierzchowne, czyli mecha, pewne cechy ich wyglądu, niektóre aspekty techniczne i drobiazgi z samej kreacji postaci. To i tak miał być tylko pretekst do pokazania erotyki, więc nie musieli robić nic więcej. Oczywiście, jak niegdyś wspominałem, w „Darlifrze” (choć ja bym to nazwał raczej „Franxxelionem”) seksu jako takiego nie uświadczycie, ale to w niczym nie przeszkadza. Bohaterki, kiedy nie są nagie, noszą stroje tak obcisłe, jakby nagie właściwie nadal były. Do tego koniecznie, obowiązkowo, kiedy tylko mogą (i kiedy nie mogą często też) przybierają wyzywające pozy, kierując swoje biusty i pośladki w kierunku wzroku (twarzy?) czytającego. A kiedy są nagie, ich imponujące do przesady atrybuty fizyczne podskakują, sterczą, przecząc prawom fizyki, ociekają wodą etc. Mało? No to są tu jeszcze sceny łączenia się z wielkimi robotami, kiedy to bohaterka jęczy, pręży się, wygina i wydaje z siebie odgłosy czy teksty niczym z filmów XXX, co uzupełniają jeszcze miny, zaczerwienione twarze i tym podobne, znane każdemu zabiegi, też kojarzą się tylko z jednym. Liczycie przy tym na akcję, trochę tajemnic, walki, mecha, sceny nienajgorszego klimatu? To też znajdziecie. Te najlepsze są kopią „Evnageliona”, ale są. I, prawda, służą tylko ukazaniu kolejnych scen erotycznych, ale taka już jest ta seria. A raczej była, bo to już koniec. Koniec całkiem udany, niewymagający myślenia czy zaangażowania. Nieźle narysowany, jak wszystko tutaj, chociaż gdyby poprawić design mecha i dopracować go i wrogów tak, jak erotykę, mogłoby być dużo lepiej. Ale kto szuka takiej evangelionowej rozrywki z dużą dozą golizny, by mieć coś w takim klimacie, ale bez ciężaru i filozofii, znajdzie tu coś dla siebie.