Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Koszty dostawy
Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności
Kraj wysyłki:
Opinie o produkcie (1)
Michał
30 października 2023
MAŁA SYRENKA
Nowa manga pojawiła się na polskim rynku. Można by powiedzieć, że nowa seria, ale to w sumie tylko trzy tomiki, więc raczej ciężko serią to nazywać. No ale jest i na tym się skupmy. Bo całkiem fajne to to. Niby taka kolejna wariacja na temat „Małej syrenki”, ale gdyby taką wariację zrobił Disney, zamiast tego, co trafiło jakiś czas temu do kin, byłoby o wiele lepiej. Bo niby prosta, acz całkiem sympatyczna to rzecz, mającą w swojej szacie graficznej dość oldscholoowej nuty, by naprawdę wpadło mi to w oko – bo ja taki sentymentalny dziaders jestem – a zarazem dość nowoczesności (w końcu opowieść w Japonii skończyła się z lutym tego roku), by współcześni odbiorcy byli zainteresowani.
Ziemia nazywana jest Błękitną Planetą, bo większość jej powierzchni – by być dokładnym, tak z 70 procent – pokrywa woda. A że woda to głęboka, szeroka i w ogóle, pod powierzchnią wiele może się kryć. I kryje – wielkie, podwodne góry, w których żyją i mieszkają syreny!
I tu docieramy do niejakiej Jo, jednej z nich, która już niedługo znajdzie się w nieciekawej sytuacji. Bo oto jej przyjaciółka Ryu zostaje aresztowana za złamanie prawa. Wszystko sprowadza się do tego, że w tym świecie kontakt z ludźmi jest niedozwolony, syreny muszą się ukrywać przed tymi z powierzchni, a tymczasem ona nie tylko zakochała się w człowieku, ale i z nim spotkała. Jo chce ją uratować, ale czy będzie gotowa na to, co trzeba będzie zrobić, żeby tego dokonać?
Akcja, komedia, dramat, fantasy, romans, seinen – tak to w skrócie gatunkowo się klasyfikuje. Co to w praktyce znaczy? Czy się spełnia? A no tak, dzieje się sporo, bywa zabawnie i dramatycznie, wiadomo romans być musi, bo jakżeby inaczej, a że syreny, podmorskie krainy i w ogóle, to i wiadomo, że to fantasy jest tu mocno akcentowane. Seinen? Też, bo niby lekko, niby z humorem i w ogóle, a jednak tak dla trochę starszego czytelnika. Acz też nie tak, że to jakaś rzecz dla stricte dorosłych, po prostu dla nieco starszych i tyle.
Przyglądając się temu dalej, trudno nie odnieść wrażenia, że to wariacja na temat „Małej syrenki”. A jednocześnie rzecz, która sprawia wrażenie takiego zachłyśnięcia się morskimi i podwodnym widokami, stworzeniami – tymi prawdziwymi też – i w ogóle takimi klimatami. No i fajnie, bo dzięki temu prosta przecież fabuła (prosta, ale przyjemna), zyskuje czegoś ponad, dając czytelnikowi naprawdę na czym zawiesić oko.
No i tak docieramy do tego, co dla mnie jest numerem jeden tej serii, czyli szaty graficznej. Dla mnie to, co najlepsze w mangach na tym poziomie to były czas lat 80. i 90., era jeszcze sprzed komputerowego wspomagania, z ręcznie robionym wszystkim, ze znakomitym użyciem rastrów… No i spor z tego tu mam. Najbardziej właśnie te rastry, no robią robotę, bo rzadko już ich tak się używa, a to buduje klimacik. Ale reszta tez jest świetna, znakomity realizm plus mangowa lekkość i umowność, dobra dynamika… No ładne to jest i tyle.
I ot tak całkiem fajne, jako całość. Więc śmiało możecie sięgać, jeśli takie bajkowe klimaty podane w stylu dla nieco starszych to Wasza bajka.
Pliki cookies i pokrewne im technologie umożliwiają poprawne działanie strony i pomagają nam dostosować ofertę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować wykorzystanie przez nas wszystkich tych plików i przejść do sklepu lub dostosować użycie plików do swoich preferencji, wybierając opcję "Dostosuj zgody".
W tym miejscu możesz określić swoje preferencje w zakresie wykorzystywania przez nas plików cookies.
Te pliki są niezbędne do działania naszej strony internetowej, dlatego też nie możesz ich wyłączyć.
Te pliki umożliwiają Ci korzystanie z pozostałych funkcji strony internetowej (innych niż niezbędne do jej działania). Ich włączenie da Ci dostęp do pełnej funkcjonalności strony.
Te pliki pozwalają nam na dokonanie analiz dotyczących naszego sklepu internetowego, co może przyczynić się do jego lepszego funkcjonowania i dostosowania do potrzeb Użytkowników.
Dane wykorzystywane przez dostawcę oprogramowania sklepu - Shoper S.A. Na ich podstawie dokonywane są analizy, związane z rozwojem oprogramowania, oraz mierzona jest skuteczność kampanii reklamowych. Nie są łączone z innymi informacjami, podawanymi podczas rejestracji i składania zamówienia. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce plików cookies Shoper.
Dzięki tym plikom możemy prowadzić działania marketingowe.
Michał
MAŁA SYRENKA Nowa manga pojawiła się na polskim rynku. Można by powiedzieć, że nowa seria, ale to w sumie tylko trzy tomiki, więc raczej ciężko serią to nazywać. No ale jest i na tym się skupmy. Bo całkiem fajne to to. Niby taka kolejna wariacja na temat „Małej syrenki”, ale gdyby taką wariację zrobił Disney, zamiast tego, co trafiło jakiś czas temu do kin, byłoby o wiele lepiej. Bo niby prosta, acz całkiem sympatyczna to rzecz, mającą w swojej szacie graficznej dość oldscholoowej nuty, by naprawdę wpadło mi to w oko – bo ja taki sentymentalny dziaders jestem – a zarazem dość nowoczesności (w końcu opowieść w Japonii skończyła się z lutym tego roku), by współcześni odbiorcy byli zainteresowani. Ziemia nazywana jest Błękitną Planetą, bo większość jej powierzchni – by być dokładnym, tak z 70 procent – pokrywa woda. A że woda to głęboka, szeroka i w ogóle, pod powierzchnią wiele może się kryć. I kryje – wielkie, podwodne góry, w których żyją i mieszkają syreny! I tu docieramy do niejakiej Jo, jednej z nich, która już niedługo znajdzie się w nieciekawej sytuacji. Bo oto jej przyjaciółka Ryu zostaje aresztowana za złamanie prawa. Wszystko sprowadza się do tego, że w tym świecie kontakt z ludźmi jest niedozwolony, syreny muszą się ukrywać przed tymi z powierzchni, a tymczasem ona nie tylko zakochała się w człowieku, ale i z nim spotkała. Jo chce ją uratować, ale czy będzie gotowa na to, co trzeba będzie zrobić, żeby tego dokonać? Akcja, komedia, dramat, fantasy, romans, seinen – tak to w skrócie gatunkowo się klasyfikuje. Co to w praktyce znaczy? Czy się spełnia? A no tak, dzieje się sporo, bywa zabawnie i dramatycznie, wiadomo romans być musi, bo jakżeby inaczej, a że syreny, podmorskie krainy i w ogóle, to i wiadomo, że to fantasy jest tu mocno akcentowane. Seinen? Też, bo niby lekko, niby z humorem i w ogóle, a jednak tak dla trochę starszego czytelnika. Acz też nie tak, że to jakaś rzecz dla stricte dorosłych, po prostu dla nieco starszych i tyle. Przyglądając się temu dalej, trudno nie odnieść wrażenia, że to wariacja na temat „Małej syrenki”. A jednocześnie rzecz, która sprawia wrażenie takiego zachłyśnięcia się morskimi i podwodnym widokami, stworzeniami – tymi prawdziwymi też – i w ogóle takimi klimatami. No i fajnie, bo dzięki temu prosta przecież fabuła (prosta, ale przyjemna), zyskuje czegoś ponad, dając czytelnikowi naprawdę na czym zawiesić oko. No i tak docieramy do tego, co dla mnie jest numerem jeden tej serii, czyli szaty graficznej. Dla mnie to, co najlepsze w mangach na tym poziomie to były czas lat 80. i 90., era jeszcze sprzed komputerowego wspomagania, z ręcznie robionym wszystkim, ze znakomitym użyciem rastrów… No i spor z tego tu mam. Najbardziej właśnie te rastry, no robią robotę, bo rzadko już ich tak się używa, a to buduje klimacik. Ale reszta tez jest świetna, znakomity realizm plus mangowa lekkość i umowność, dobra dynamika… No ładne to jest i tyle. I ot tak całkiem fajne, jako całość. Więc śmiało możecie sięgać, jeśli takie bajkowe klimaty podane w stylu dla nieco starszych to Wasza bajka.