Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Koszty dostawy
Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności
Kraj wysyłki:
Opinie o produkcie (1)
Michał
2 października 2023
BETONOWA DŻUNGLA
„Tekkon Kinkreet” jest już na polskim rynku. Cała, dość krótka, jak japońskie standardy zresztą, seria w jednym, liczącym sobie ponad 600 stron tomie. I świetny jest to tom, nietypowy, co widać już po samej szacie graficznej, ale znakomity. Robi wrażenie, poruszyć też potrafi, ma w sobie sporo brudu, ale i niezaprzeczalnego uroku. Czyli, jak na klasykę (bo rzecz w oryginalne debiutowała dokładnie trzydzieści lat temu, więc już klasyką nazywać można, jak najbardziej) przystało. A po wszystkim mam ochotę obejrzeć filmową adaptację, bo ta też powstała i nawet nagrodę Japońskiej Akademii Filmowej zgarnęła, więc myślę, że byłoby warto.
Akcja opowieści toczy się w bliżej nieokreślonej japońskiej metropolii. Metropolia, jak metropolia, nie brakuje w niej tego, co luksusowe i wystawne i nie brakuje też biedy, brudu i wszystkiego, co najgorsze. I to, co biedne, brudne i w ogóle uosabia tzw. Miasto Skarbów, w którym kwitnie przestępczość, prostytucja i walki miedzy kolejnymi grupami przestępczymi.
I to właśnie tu żyją Czarny i Biały, dwójka nastoletnich sierot, dla których przemoc stała się sposobem na życie. Więc walczą z wrogimi bandytami, zmagają się i starają po prostu przetrwać. Ale co będzie, kiedy pojawi się okazja odmienienia całej tej dzielnicy nie do poznania? Czy lepiej będzie walczyć o to, co było i jest, czy może przygotować się na to, co przyniesie przyszłość?
Tytułowe „Tekkon Kinkreet” (zapisywane częściej, jako „Tekkonkinkreet” po prostu) to nieco wykręcone tekkin konkurito, czyli zbrojony beton. I to dobrze oddaje tę szarą, betonową dżunglę, w której żyją – i o przetrwanie walczą – bohaterowie tej opowieści. I szarość naznacza tu wszystko, od żywotów, po strefę moralną, w jakiej poruszają się postacie. Szarość, brud, ale nie nuda. Bynajmniej, to rzecz, która wciąga, intryguje i porusza coś w czytelniku. Fabularnie niby prosta, niby oparta na znanych dość schematach, ale tak dobrze zrobiona, tak fajnie uchwycona, że nie ma się tu czego przyczepić.
A docenić jest tu co. Dobre nakreślone postacie, równie dobrze uchwycony świat, akcja, tempo, a jednak też i dobre wyważanie między scenami spokojniejszymi. Rzecz zresztą została doceniona w USA zdobywając nagrodę Eisnera, czyli najważniejsze tamtejsze wyróżnienie komiksowe, za najlepsze wydanie zagranicznego komiksu, co też o czymś świadczy. I w sumie słusznie, nie mam pojęcia z czym rzecz konkurowała, ale jedno wiem na pewno – warta jest uznania.
A największą jej siła pozostają te specyficzne ilustracje. Bardziej, niż mangowo, wyglądają jak z amerykańskiego albo europejskiego komiksu undergroundowego. Nie ma wielkich oczu, jest dużo realizmu, nawet jeśli wszystko cechuje swoboda, dziwna perspektywa i czasem jakby niechlujne podejście do tematu. Kreska wygląda często tak, jakby wyszła spod ręki Eduardo Risso, ale ma w sobie coś całkiem od niego odmiennego, jakiś taki brud i nonszalancję.
No bardzo dobra, znakomicie wydana (większy format, twarda oprawa, obwoluta) rzecz. Coś dla starszych czytelników, którzy chcą poważniejszej lektury. Warto.
Pliki cookies i pokrewne im technologie umożliwiają poprawne działanie strony i pomagają nam dostosować ofertę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować wykorzystanie przez nas wszystkich tych plików i przejść do sklepu lub dostosować użycie plików do swoich preferencji, wybierając opcję "Dostosuj zgody".
W tym miejscu możesz określić swoje preferencje w zakresie wykorzystywania przez nas plików cookies.
Te pliki są niezbędne do działania naszej strony internetowej, dlatego też nie możesz ich wyłączyć.
Te pliki umożliwiają Ci korzystanie z pozostałych funkcji strony internetowej (innych niż niezbędne do jej działania). Ich włączenie da Ci dostęp do pełnej funkcjonalności strony.
Te pliki pozwalają nam na dokonanie analiz dotyczących naszego sklepu internetowego, co może przyczynić się do jego lepszego funkcjonowania i dostosowania do potrzeb Użytkowników.
Dane wykorzystywane przez dostawcę oprogramowania sklepu - Shoper S.A. Na ich podstawie dokonywane są analizy, związane z rozwojem oprogramowania, oraz mierzona jest skuteczność kampanii reklamowych. Nie są łączone z innymi informacjami, podawanymi podczas rejestracji i składania zamówienia. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce plików cookies Shoper.
Dzięki tym plikom możemy prowadzić działania marketingowe.
Michał
BETONOWA DŻUNGLA „Tekkon Kinkreet” jest już na polskim rynku. Cała, dość krótka, jak japońskie standardy zresztą, seria w jednym, liczącym sobie ponad 600 stron tomie. I świetny jest to tom, nietypowy, co widać już po samej szacie graficznej, ale znakomity. Robi wrażenie, poruszyć też potrafi, ma w sobie sporo brudu, ale i niezaprzeczalnego uroku. Czyli, jak na klasykę (bo rzecz w oryginalne debiutowała dokładnie trzydzieści lat temu, więc już klasyką nazywać można, jak najbardziej) przystało. A po wszystkim mam ochotę obejrzeć filmową adaptację, bo ta też powstała i nawet nagrodę Japońskiej Akademii Filmowej zgarnęła, więc myślę, że byłoby warto. Akcja opowieści toczy się w bliżej nieokreślonej japońskiej metropolii. Metropolia, jak metropolia, nie brakuje w niej tego, co luksusowe i wystawne i nie brakuje też biedy, brudu i wszystkiego, co najgorsze. I to, co biedne, brudne i w ogóle uosabia tzw. Miasto Skarbów, w którym kwitnie przestępczość, prostytucja i walki miedzy kolejnymi grupami przestępczymi. I to właśnie tu żyją Czarny i Biały, dwójka nastoletnich sierot, dla których przemoc stała się sposobem na życie. Więc walczą z wrogimi bandytami, zmagają się i starają po prostu przetrwać. Ale co będzie, kiedy pojawi się okazja odmienienia całej tej dzielnicy nie do poznania? Czy lepiej będzie walczyć o to, co było i jest, czy może przygotować się na to, co przyniesie przyszłość? Tytułowe „Tekkon Kinkreet” (zapisywane częściej, jako „Tekkonkinkreet” po prostu) to nieco wykręcone tekkin konkurito, czyli zbrojony beton. I to dobrze oddaje tę szarą, betonową dżunglę, w której żyją – i o przetrwanie walczą – bohaterowie tej opowieści. I szarość naznacza tu wszystko, od żywotów, po strefę moralną, w jakiej poruszają się postacie. Szarość, brud, ale nie nuda. Bynajmniej, to rzecz, która wciąga, intryguje i porusza coś w czytelniku. Fabularnie niby prosta, niby oparta na znanych dość schematach, ale tak dobrze zrobiona, tak fajnie uchwycona, że nie ma się tu czego przyczepić. A docenić jest tu co. Dobre nakreślone postacie, równie dobrze uchwycony świat, akcja, tempo, a jednak też i dobre wyważanie między scenami spokojniejszymi. Rzecz zresztą została doceniona w USA zdobywając nagrodę Eisnera, czyli najważniejsze tamtejsze wyróżnienie komiksowe, za najlepsze wydanie zagranicznego komiksu, co też o czymś świadczy. I w sumie słusznie, nie mam pojęcia z czym rzecz konkurowała, ale jedno wiem na pewno – warta jest uznania. A największą jej siła pozostają te specyficzne ilustracje. Bardziej, niż mangowo, wyglądają jak z amerykańskiego albo europejskiego komiksu undergroundowego. Nie ma wielkich oczu, jest dużo realizmu, nawet jeśli wszystko cechuje swoboda, dziwna perspektywa i czasem jakby niechlujne podejście do tematu. Kreska wygląda często tak, jakby wyszła spod ręki Eduardo Risso, ale ma w sobie coś całkiem od niego odmiennego, jakiś taki brud i nonszalancję. No bardzo dobra, znakomicie wydana (większy format, twarda oprawa, obwoluta) rzecz. Coś dla starszych czytelników, którzy chcą poważniejszej lektury. Warto.